Związki bardziej niż skomplikowane ~ Laska Studencka #3

 Miłość – dla niektórych temat rzeka, dla innych przeterminowany banał. Nie da się jednak ukryć, że właśnie to specyficzne uczucie jest jednym z najpopularniejszych nośników motywów znajdujących swoje ujście w kinie. Towarzyszy ono nam na co dzień, więc trudno jest nakręcić film, gdzie jego obecność byłaby niewyczuwalna. Definicją miłości da się jednak miło pobawić i przerobić ją na coś częściowo autorskiego. Głownie po to, aby widz mógł doświadczyć jej na ekranie, ale w zupełnie innym smaku i wymiarze niż zazwyczaj. A plotę takie głupotki tylko dlatego, że obejrzałem dwa najlepsze (według większości uznanych źródeł) dzieła Woody’ego Allena i po raz kolejny zostałem rozniesiony w pył przez Davida Finchera. Oto Laska Studencka, a w niej Annie HallManhattan Zaginiona Dziewczyna. W artykule mogą wystąpić spoilery.

 

„Annie Hall” i „Manhattan” [reż. Woody Allen]

Nie spodziewałem się, że Allen aż tak uwiedzie mnie swoim stylem. Trafił w moje czułe punkty każdym traktatem miłosnym jego autorstwa, chociaż niewiele ich obejrzałem. Postanowiłem więc cofnąć się do czasów, w których powstały wyżej wymienione tytuły. Koniecznie musiałem się przekonać, czy tematyka w nich podjęta jeszcze bardziej wbije się w mój gust i potrzeby doznań estetyczno-emocjonalnych. Oj, nie zawiodłem się. Bardzo ważne jest dla mnie to, by te dwa dzieła stały obok siebie. Nie są to może bracia bliźniacy, ale zdecydowanie rodzeństwo o podobnym poziomie wrażliwości i charakterze. Widać w nich jednak mikroróżnice światopoglądowe.

Dwa filmy. Dwie historie o życiu nowojorczyków, którzy nie narzekają na brak pieniędzy, jak i brak zainteresowania ze strony płci pięknej. Jeden z nich to Alvy Singer, komik z gatunku tych cynicznych, ale wyjątkowo zabawnych. Po paru nieudanych związkach wiąże się z Diane Keaton Numero Uno, z którą to próbuje ułożyć swoje zagmatwane myślami życie. Drugi zaś to Isaac Davis, rozwiedziony ojciec, którego eks chce napisać książkę o ich bardzo intensywnym i popieprzonym małżeństwie. Ratunek znajduje w pozornie niewinnym romansie z nastoletnią Tracy oraz kolejnym romansie z Diane Keaton Numero Dos, która to ma romans z jego najlepszym przyjacielem (on z kolei jest żonaty, ależ ten świat miłości jest szalony i bezwzględny). Protagoniści filmów grani są przez samego reżysera, który stworzył dla mnie postacie zbliżone do siebie na tyle, że z lekką rezerwą porównałbym je do niemego Włóczęgi, którego Charlie Chaplin wykreował w swoim małym uniwersum na ludka z określonym zestawem cech.

Warto przyjrzeć się tytułom obu tych tworów. Annie Hall to oczywiście imię i nazwisko. Manhattan to najbardziej zaludniony obszar Nowego Jorku. Pierwszy film skupia się na czymś małym – konkretnej relacji dwójki ludzi, ich emocjach chowanych w sobie i wylewanych ku sobie. Ich życie, jego zalety i wady zostaje nam w dosyć jasny sposób przedstawione, pomimo tego, że skaczemy pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, a Woody Allen czasem postanawia do nas zagadać (co jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyło, bo gada on tu okropnie dużo). Widzimy wzloty i upadki, elementy wspólne charakteru obu bohaterów oraz słowa poplątane z czynami, wbijające gwoździe do trumny całego związku. Wszystko więc kręci się wokół tego osobliwego duetu. W Manhattanie sytuacja rysuje się jednak trochę inaczej. Wydarzenia umiejscowione są na nieco szerszym obszarze, a sam uważam, że cała struktura przyjmuje postać drzewka.  Jego trzonem jest główny bohater, a rozgałęzienia sięgają wszystkich osób, z którymi jest emocjonalnie związany. Żadna z nich nie jest czarno-biała (chociaż sam film już jest, przez co wygląda piękniej od jego starszego brata), każda szuka tego zakątka spełnienia i miłości, ale gubi się gdzieś po drodze. Tematyka podobna, jednakże w oczy rzucają się różnice w formie oraz w skali ukazania problemu (przepraszam, pójdę w nudny schemat, bo to mikro- i makro- jak Boga kocham).

Charakter wymienionych dzieł iście ludzki. Dużo tu komedii, dużo tu dramatu, dużo tu zwykłego życia, dużo tu akceptowalnej przesady. Śmiech jest często przepychany przez niezręczność codzienności, a towarzyszy mu smutek, empatia, szczerość i doświadczenie. Hasła, które są nam przedstawiane, nie mają się nachalnie przedostać do głowy i zmuszać do przedefiniowania drabinki wartości. Są one głosem twórcy, który nigdzie nie zaznaczał swojej wyższości nad odbiorcą. Chce on po prostu podzielić się swoimi przemyśleniami, a my spróbujmy je chociaż zrozumieć. Co ciekawe, reżyser prowadzi ze sobą niemały spór, który przelewa na kinowy ekran. Annie Hall mówi, że związki zwykle dążą do rozpadu, ale tak już jest, a człowiek ich po prostu pragnie i potrzebuje. Manhattan poddaje jednak w wątpliwość postać samego człowieka potrzebującego drugiej połówki. Podważa jego metody działania oraz podkreśla granice desperacji oraz załamań emocjonalnych, które tak nieświadomie można przekroczyć. Znaczenia filmów nie kłócą się ze sobą, wszystko zalane jest przejmującymi dialogami, a ja miałem kilka nocy na przemyślenie tego, co zobaczyłem i wiecie, co? Życie jest słodko-gorzkie. Mogło być zdecydowanie gorzej. Dziękuję, Panie Allen.


Ocena filmu „Annie Hall”: 9/10

Ocena filmu „Manhattan”: 9/10


 Zaginiona dziewczyna [reż. David Fincher]

Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie mogę ograniczać tego filmu jedynie do motywu bardzo destrukcyjnej dla obu stron miłości i toksycznego związku. Jest to zbiorowisko wielu innych zjawisk i przekazów – od ukazania brzydoty wewnętrznej człowieka aż do ostrej krytyki telewizji publicznej. Będąc jednak świeżo po seansie, bardzo rzucił mi się w oczy ten niewolniczy przykład małżeństwa, gdzie każdy ma związane ręce, mętlik w głowie i emocje na uwięzi. Dla ludzi nieznających Zaginionej dziewczyny, opowiada ona o smutnej buzi Bena Afflecka, który musi poradzić sobie z faktem, że jego żona zniknęła w lekko podejrzanych okolicznościach. Jego postać co chwilę balansuje na granicy ofiary i sprawcy, kiedy to na jaw wychodzą kolejne zaskakujące tropy.

Status quo filmu co chwilę ulega zmianie, a widz musi dostosowywać się do jego kształtu, zmieniając swoje priorytety poznawcze. Całość targa odbiorcą, jakby był nikim, ukazując bardzo niemiłą stronę człowieczeństwa, ale śledzi się ją z zaciekawieniem najwyższego stopnia. Perspektywy, z których przedstawiana nam jest cała fabuła są zgoła inne, gdyż mamy tu do czynienia z punktami widzenia  małżonków. Tu tylko zaznaczę, że Rosamund Pike genialnie zagrała mocno popieprzoną femme fatale, ale za dużo nasłuchała się pewnego utworu Marilyna Mansona.

Co do miłości, to na pewno jej tutaj doświadczymy, ale nie w takiej postaci, jakiej bym oczekiwał. Jest ona siłą niszczącą, od której nie można uciec, a częściowo uszkodzona śledzi oprawcę przez całe jego życie. Chwali się ona swoimi mrocznymi stronami, ale jej jasny blask również miejscami się przebija, głównie za sprawą siostry głównego bohatera, znakomicie zagranej przez Carrie Coon (ta kobitka jeszcze rozwali Hollywood). Sama waga wyboru odpowiedniej osoby i kultura prowadzenia związku dają o sobie znać, gdy Fincher ukazuje konsekwencje wynikające z braku zastosowania się właśnie do tych sloganowych haseł. I można by tu było popaść w niemałą depresję, gdyby nie to, że patrzymy na wszystko z lekko przymrużonym okiem. Można rozczytywać ten thriller godzinami, bawić się jego wszystkim elementami i dochodzić do wniosków prowadzących do chwili zadumy. Rewelacyjne i bogate kino, Woody Allen klaskał pośladkami jak oglądał.


Ocena filmu „Zaginiona Dziewczyna”: 9/10


image sources

  • woody-allen-manhattan-photos-17905497: The Woody Allen Pages
  • B002XZNHG4_anniehall_UXMG1._RI_SX940_: Amazon
  • _DSC4863.NEF: Filmmaker Magazine
  • woody-allen-4: IndieWire

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *