Ralph Demolka w internecie ~ Ło, Disnej #1

„Ło, Disnej.” Niektórzy powiedzą to w sposób ironiczny, niektórzy nie będą kryć podziwu. Faktem jest jednak to, że Disney chce rozbić w tym roku bank. Filmy z jego pieczątką będą pojawiać się w prawie każdym miesiącu, a autorska platforma streamingowa już niedługo wepcha się pomiędzy Netfliksa a HBO GO. Nie będzie ona raczej mile widzianym sąsiadem dla konkurencji, za to dla widza stanie się kolejną wartą uwagi opcją. Wpis ten rozpoczyna nową serię, w której to będę regularnie sprawdzał jak radzi sobie disneyowskie kino. Najnowsze animacje, ich filmowe adaptacje i wszystko inne, co tylko spoczywa pod łapskami tej korporacji, zostanie przeze mnie wnikliwie przeanalizowane. Oto Ło, Disnej, a na pierwszy ogień wędruje Ralph Demolka w internecie.

Ralph Demolka w internecie to kontynuacja wirtualnych przygód grupy postaci zamieszkujących automaty w salonie gier. Główni bohaterowie pracują na co dzień w grach wideo jako bohaterowie, bądź antybohaterowie, pozwalając rozszalałym dzieciakom na sterowanie ich losami. Za całość ponownie odpowiedzialny jest Rich Moore, twórca świetnego Zwierzogrodu.

Naprawdę lubię oryginał z 2012 roku. Urzekł mnie świat przedstawiony, ukazujący tak naprawdę dwa rożne podwórka, z których to jedno jest całkowicie oderwane od tego, na którym bawimy się na co dzień. Oprócz standardowych zagrywek skrojonych pod wywołanie wzruszenia i śmiechu, dostajemy również pełne Easter eggów uniwersum przyjazne dla dzieciństwa mojego, jak i moich rodziców. Sonic, Pac-Man, mroczne shootery sci-fi oraz ośmiobitowe minigierki rozciągnęły szerokiego banana na mej twarzy, a mądra zabawa motywem bohater-antybohater sprawiła, że chciałem zaklaskać. Ponadto temat nie został całkowicie wyczerpany, więc kolejna odsłona wydawała się być kwestią czasu. Koniec końcow, okazała się być kwestią sześciu lat.

Czy warto było tyle czekać? Cóż, Ralph Demolka w internecie postanawia bawić się na jeszcze szerszą skalę, idąc z duchem czasu i przenosząc nas do globalnej wioski nazywanej siecią. Idea może wydawać się na początku dosyć ryzykowna, pamiętając o nieszczęsnym The Emoji Movie, ale szybko zaczyna intrygować i bawić. W salonie gier pojawia się wi-fi, więc Ralph wraz z Vandelopą von Cuks rusza na podbój całkowicie nieznajomych dla nich terenów. Ta z pozoru niewinna wycieczka staje się pretekstem do tego, by utkać parę naprawdę trafionych rozważań o przyjaźni, ale i samej cyberprzestrzeni.

Oczywiście, zgodnie z zasadami rządzącymi disneyowskimi animacjami, żarty zostały posegregowane na te głupiutkie, uniwersalne i nasze ulubione, czyli pełne niegrzecznych smaczków. Towarzyszą one filmowi na każdym kroku, by seans stał się nieco bardziej żywy, lecz często wydają się być nietrafione lub przeciągnięte. Pojawia się kilka nowych, na pierwszy rzut oka charakterystycznych bohaterów, o który zapomina się tuż po wyjściu z kina. Stare postacie nie uległy jakimś znacznym deformacjom. Część straciła nawet drugoplanowe role, ograniczając się do epizodów, a prym nadal wiodą Ralph i Vandelopa. Dobrze nam znany mięśniak nadal miewa problemy z samoakceptacją. Okazuje się, że nie zostały one do końca zażegnane, a sam jest niezdrowo przywiązany do swojej mniejszej przyjaciółki. Na ich relacji opiera się cała oś fabularna filmu, nie uświadczymy tu zbyt wielu wątków pobocznych. Cel historii jest niby jasno określony, ale nie ma on sił na pociągnięcie całego tego powozu do samego końca, więc scenariusz zaczyna wprowadzać antagonistów z kapelusza. Nie są to obiekty wywołujące przerażenie u widza, a raczej mało subtelne metafory, mające też wzbogacić całokształt w parę dynamicznych scen akcji. Po pewnym czasie irytujący staje się nawet główny bohater, którego wewnętrzne rozterki, nie zostały najlepiej przedstawione.

Jest tu jeszcze więcej nawiązań niż w części pierwszej, jednakże tym razem są one zrozumiałe dla szerszego grona osób, gdyż w sieci przebywa większość z nas. Portale społecznościowe, wariacje na temat dobrze nam znanych stron, odwiedziny mrocznych zakątków tej wirtualnej pajęczyny jak i kreatywny obraz nachalnych reklam wraz z ich blokadami. Ukazanie Instagrama jako galerii sztuki, zabawa nazwą eBay, czy fragmenty gry Fortnite to czyste złoto w kategoriach zachwytu małymi szczególikami. Niemożliwe jest tu wyłapanie każdego mrugnięcia okiem w naszą stronę, ale te najważniejsze części, składające się na całościowy przekaz, nie umkną naszej uwadze.  Podczas zwiedzania tego świata, pośród uśmiechu i satysfakcji, Moore nie boi się ukazać stanu nieidealnego internetu, jego trudniejszych do zaakceptowania stron. Poważny problem hejtu, stan otumanienia związanego z wsiąknięciem w ten nieprawdziwy świat, ukazanie chwili i przemijalności, jeżeli chodzi o wirtualną sławę oraz kilogramy głupoty i ośmieszenia, jakimi trzeba się popisać, by tę sławę zdobyć. Parę portali mocno obrywa po głowie, a ich polityka i nieczyste zagrywki, zostają tu wyciągnięte na wierzch.

Bardzo dziwny jest w tym filmie polski dubbing. Z jednej strony Lubaszenko i Fraszyńska grają na tych samych mocnych nutach, co ostatnio, ale dialogi są tak szybkie i nienaturalne, że widz musi przyjąć do wiadomości fakt, iż słyszany slang również przynależy do świata przedstawionego.

Zmiana całej scenerii sprawiła, że wizualna warstwa prezentuje się prześlicznie. Mnóstwo nowych miejscówek, działających względem siebie na zasadzie kontrastu, oraz ogromne, dopracowane, cybernetyczne miasto. Postacie nadal cechuje elastyczność i kształtna plastyka ciała, a sekwencja z Księżniczkami Disneya w sposób przeuroczy oddaje ducha całego uniwersum.

Ralph Demolka kolejny raz odznacza się w światowej popkulturze. Animacje z jego udziałem są niczym innym jak zamiłowaniem do nowej technologii, ale i chłodnym kubłem wody na głowy natarczywych zapaleńców tychże mediów. Druga część mówi o rzeczach powszechnie nam wiadomych, a które często z naszych umysłów wypieramy. Kipi radością i przepychem, zatrzymując się czasem na chwilę refleksji. Niestety, danie główne w postaci wątku fabularnego nie satysfakcjonuje tak samo jak przebogate tło, jednakże nadal mieści się granicach radości poznawczej. Disney dobrze rozpoczął ten rok. Zarzucić im można odcinanie kuponów i trzepanie pewnej kasy, lecz nie powinno być to dla nas problemem, jeśli nadal będziemy karmieni kinem familijnym na przyzwoitym poziomie.


Ocena: 6/10

 

image sources

  • ralph-demolka-w-internecie-recenzja: Spider's Web
  • ralph-demolka-w-internecie-1180×541: Spider's Web
  • 1777x725_pdjmnq: FDB.pl
  • eu_wir-2_showcase_hero_r_12992f83: Disney

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *