Nienawiść, którą dajesz. Nienawiść, którą dajemy. [RECENZJA]

Recenzja filmu Nienawiść, którą dajesz


W dobie filmów poruszających ważne kwestie rasowe, zaczynamy być przyzwyczajeni do pewnych haseł i technik przepychających konkretne znaczenia. Żyjemy jednak w takich czasach, gdzie te znaczenia potrafią być zawarte w wielu przeróżnych konwencjach. Black Panther to w końcu superhero movie, BlacKkKlansman to inteligentna komedia o czarnoskórym policjancie należącym do Ku Klux Klanu, a Green Book to radosne buddy dramedy. Każdy z tych tytułów potrafi mówić swoim własnym, kreatywnym językiem. W międzyczasie do kin wchodzi film, który na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym. Ot, zwykła historia nastolatki wychowanej w afroamerykańskim getcie, próbującej zrozumieć niemiłe zasady rządzące jej światem. Nie spodziewałem się, że tak zwykły film może mieć tak niezwykły wydźwięk.

Nienawiśc, którą dajesz (reż. George Tillman Jr.) to dojrzała, społeczna teen drama. Kilkunastoletnia dziewczyna o imieniu Starr mieszka z braćmi i rodzicami w jednej z czarnych dzielnic.  Jej ojciec należał kiedyś do gangu, a następnie trafił do więzienia. Gdy odsiedział swoje, postanowił przygotować dzieci do prawdziwego życia. Uświadomił im, że świat to miejsce niebezpieczne i muszą uważać zarówno na ulicznych oprychów, jak i rasistowskich policjantów. Następnie wysłał swoją córkę do elitarnej szkoły z dala od ich miejsca zamieszkania, aby mogła się spokojnie rozwijać. Ta, rozdarta pomiędzy dwoma środowiskami, próbuje ustabilizować swoje życie prywatne. Gdy na jednej z imprez spotyka starego przyjaciela, postanawia spędzić z nim wieczór. Niestety, okazuje się on być fatalny w skutkach, gdyż jej znajomy zostaje niespodziewanie zamordowany przez młodego funkcjonariusza. Wydarzenie to staje się punktem poważnych rozważań i drastycznych życiowych zmian.

Film ten nie zachwyca niczym innym jak treścią. Całość od strony technicznej wykonana jest poprawnie, zgodnie z zasadami kina zerowego, będąc jednocześnie dowodem na to, że forma i styl mogą ustąpić tematowi i znaczeniu. Co chwilę widz zostaje obrzucany schematami, moralizatorskimi dialogami oraz patetycznymi scenami, ale nigdy nie ma się wrażenia, że to wszystko jest sztuczne czy niskolotne. A dlaczego? Bo twórcy wiedzieli, jak ukazać świat przedstawiony w sposób naturalny i wiarygodny.

To, co reżyser ze scenarzystką robią tu najlepiej, to zaadaptowanie powieści autorstwa Angie Thomas na warunki filmowe. Dialogi zachowują swoją siłę i przyziemność, a każda z postaci (niezależnie od planu) ma tu jakieś znaczenie i charakter. Slang młodzieżowy nie ulega deformacji, eufemizmy nie zastępują soczystego słownictwa, a zbudowane relacje nie uciekają w sztampę i cukierkowość.

Główna bohaterka to nasz przewodnik, znamy ją na wylot. Widoczne są jej wszystkie słowa, myśli i czyny,  a jej zachowanie to kalka nastolatka zagubionego i niezdecydowanego. Jej rozdarcie pomiędzy światem podwórkowym a szkolnym to rzecz zrozumiała ze względu na jej przeszłość, a próba walki z trudną rzeczywistością po tragedii, budzi współczucie i chęć pomocy. Ani razu podczas seansu nie odczułem, by Starr jakkolwiek mnie irytowała, a to rzadkość w tego typu filmach. Jej nastawienie w stosunku do otoczenia zmienia się w zależności od stanu, w jakim się znajduje, a odpowiednie wsparcie i bezpieczeństwo zapewnia tu rodzina.

Rodzina nie jest tu strukturą wyidealizowaną, pozbawioną wad. Jest to raczej miejsce, gdzie można wylać swoje emocje, porozmawiać na trudne tematy, zrozumieć zasady rządzące codziennością. Z drugiej strony panuje w niej strach przed światem zewnętrznym, niepewność co do następnego dnia i bezsilność wobec niesprawiedliwych ukształtowań społecznych. Tworzą ją bardzo silne osobistości, matka dosyć panicznie chce odciąć dzieci od niebezpieczeństwa, z kolei ojciec liczy na stawienie czoła temu niebezpieczeństwu. Takie sceny jak mobilizacja do działania na wydeptanym trawniku, czy wspólna kolacja poprzedzona modlitwą, a zakończona wizytą nieproszonych gości, ukazują poczucie przynależności do grupy bez względu na przeciwności losu, z którymi ta grupa musi się zmierzyć. Często balansują one na granicy przesady, ale nigdy jej nie przekraczają. Stanowczość tej rodzinnej relacji dowodzi o jej bezwarunkowej miłości, a ma ona swoje przełożenie na odważne poczynania na nieco większym obszarze, którym są protesty rozgrywane w mieście, czy w telewizji.

Nienawiść, którą dajesz opowiada o sprawach oczywistych w sposób głośny. Pomimo wyraźnego przyjęcia perspektywy, nie jest to film całkowicie jednostronny. Protesty ludzi czarnoskórych są tu przedstawiane jako uzasadniona walka w słusznej sprawie. Reżyser nie bawi się jednak w półśrodki i ukazuje te protesty takimi, jakimi naprawdę są, czyli mało pokojowe, agresywne marsze pełne pretensji, wyrzutów sumienia i chęci odwetu, przez które to cierpią WSZYSCY ludzie (niezależnie od koloru skóry).

Tillman Jr. jest świadomy swoich twórczych poczynań, zamieniając całe miasto w dzicz, a ludzi w niemyślące zwierzęta. Śmiało głosi hasła pojednawcze, wręcz wołając o zachowanie spokoju i zmianę nastawienia. Działania te jednak z góry uważa za bezsensowne, nieraz zaznaczając, że ludzie są głusi na głos rozsądku, a zmiany trzeba zacząć od samych siebie. Jeśli każdy będzie dbał o kulturę i otwartość umysłu wśród własnego „ja” i swoich najbliższych, to istnieje szansa na to, że świat będzie kiedyś wyglądał inaczej. Zamiarem twórców było oddziałanie na widza podjętym tematem, nie zważając na inne środki przekazu, jak tylko słowa. Jest to mały ewenement, ale udało im się to doskonale.

To miała być typowa recenzja, ale nie był to typowy film.


Ocena: 8/10

 

image sources

  • The_Hate_U_Give_rgb: mpaa.org
  • Screen-Shot-2018-06-24-at-8.36.36-PM: Shadow and Act
  • Screen-Shot-2018-10-19-at-2.37.56-PM: Afropunk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *