Filmowe obrazy Jezusa ~ Laska Studencka #2

Umówmy się na starcie, że święta Bożego Narodzenia można przeżywać na wiele sposobów. Niektórzy traktują je jako okazję do zdobycia paru kilogramów bez większych wyrzutów sumienia, inni chcą po prostu spotkać się w rodzinnym gronie, pośpiewać kolędy, obejrzeć Kevina, porozmawiać o rządach PIS-u, a jeszcze inni trzymają się kategorii czysto duchowych. Ja postanowiłem zrobić sobie maraton filmowy niezobowiązująco trzymający się postaci Jezusa Chrystusa. Bo kiedy, jak nie teraz, gdy wszyscy głośno mówią o jego narodzinach. Tak, wiem, niesamowity pomysł.

Pasja [reż. Mel Gibson]

Bo jak zaczynać, to od rdzenia. Jednego z najmocniejszych filmowych obrazów cierpienia. Jego ofiarą jest oczywiście postać Jezusa, a wspominany ból wylewa się również na całą resztę postaci – tych będących częścią diegezy, jak i odbiorców znajdujących się po drugiej stronie ekranu. Mel Gibson dosyć wiernie czerpie z źródła, odtwarzając najważniejsze wydarzenia i cytując kluczowe sentencje. Nie leci on jednak na czymś, co zwykło się nazywać automatem. Każda scena zawiera potężny ładunek emocjonalny bijący z twarzy, działań i reakcji postaci, który podsycony jest pewnymi siebie zabiegami stylistycznymi. Mamy tu do czynienia z potężną porcją slow motion oraz sporą ilością rozmaitego rodzaju zbliżeń na twarz torturowanego Chrystusa. I tu przydała się ta tona niezwykle trafionej, miejscami wręcz „świętej” ekspresji, ze strony wybitnego w tej roli Jima Caviezela. Bardzo wartościową ilość czasu ekranowego dostała również reszta bohaterów, których buźki również były prawdziwą przechowalnią bólu, ba, niektóre z nich opierały się tylko i wyłącznie na konkretnych gestach (Bellucci i Morgenstern albo płaczą, albo krzyczą, albo modlą się w sposób co najmniej niecodzienny). I tak od pierwszego planu po multum epizodów i statystów, buduje nam się bardzo ciasny, niesprawiedliwy i plugawy świat, gdzie życie człowieka jest najgrzeczniejszym eufemizmem drogi przez mękę. Moje niezwykle dojrzałe poczucie humoru każe mi nawet powiedzieć, że mamy tu do czynienia z osobnym gatunkiem filmowym, jakim jest kino drogi krzyżowej. Ocena: 9/10

Żywot Briana [reż. Terry Jones]

Była Pasja, to teraz pojawia się swego rodzaju anty-Pasja. Dzieło Gibsona stało się świadomym przedstawieniem prawdziwych wartości wiary chrześcijańskiej ugruntowanej w bezlitosnej, ale potrzebnej historii. Natomiast Żywot Briana to niekryjąca się satyra całego zjawiska religii, puszczająca szpileczki w wiele jego aspektów. Monty Python słynie z tego, że potrafi wyśmiać wszystko w bardzo grzecznie niesmaczny sposób, tutaj wyjątku nie było. Drażliwy dla wielu temat został kulturalnie spłaszczony, by następnie na tej płaszczyźnie wybudować swoje własne pagórki w postaci trafionych żartów, wyluzowanych kreacji i niegłupich puent. Sam jezusowy archetyp został tutaj ukryty w postaci prostego człowieka, niesłusznie uważanego za proroka. Błędny odbiór może zakończyć się tym, że całość nazwana zostanie prowokacją, gdy w rzeczywistości jest czymś o wiele ambitniejszym. Bo to nie film, gdzie twórcy krzyczą z transparentami w ręku rzeczy typu: „A ta religia to nienormalna jakaś, kierwa”. Tutaj raczej spokojnym tonem wypowiadane są słowa całkowicie zbaczające z początkowo wytyczonej przez Jonesa ścieżki, które nie powinny nikogo szokować, a jedynie uświadamiać. Wśród nich to już wszystkim dobrze znane „Always look on the bright side of life”. Ocena: 8/10

Jesus Christ Superstar [reż. Norman Jewison]

Tanecznym krokiem przejść można do bytu absolutnie unikalnego, bo sam pomysł, by stworzyć musical oparty na wielkim starciu Jezus kontra Judasz, wydaje się być absurdalny. I owszem, trudno mu tego absurdu unikać, dlatego czasem próbuje bawić się w przeterminowaną już dzisiaj samoświadomość. Problem w tym, że brakuje tu balansu, całość nie daje chwili na oddech, a utwory, pomimo naprawdę bogatego przekazu i poruszeniu wielu moralnych rozterek Syna Bożego i tego, co się sprzedał za srebrniki, nie zapisują się w pamięci. Monodram na dwie osoby? Próba zabawy filmową formą? Różnie można to nazywać i odbierać, gdyż spektrum emocji towarzyszących widzowi przez cały seans jest szerokie. Moim zdanie zbyt szerokie. Warto zobaczyć, posłuchać i odczytać samemu, ale radzę uzbroić się w wiele narzędzi dystansujących i uodparniających. Ocena 4/10

Ostatnie kuszenie Chrystusa [reż. Martin Scorsese]

Martin Scorsese wielokrotnie udowadniał swoją dojrzałość twórczą, ale tym cichym [prawie]arcydziełem pokazał swoją niezwykłą dojrzałość ludzką. W przypadku tego filmu źródła biblijne stały się jedynie pewną częścią kręgosłupa. Cała reszta to świat niemalże alternatywny, gdzie postać Jezusa Chrystusa toczy poważny konflikt wewnętrzny podsumowany niezwykle ważnym pytaniem – człowiek czy Mesjasz, ciało czy dusza? I nie chodzi o odkrywanie swojej tożsamości, a raczej świadomy jej wybór. Z tym problemem widz zostaje zostawiony przez większość filmu. Cała jego budowa jest niezwykle specyficzna, bo całość kładzie, zdaje się na początku, niepotrzebne cegiełki, które z czasem okazują się być niezbędnym fundamentem pod uzyskanie szokującej i niewygodnej odpowiedzi. Jest to idealny przykład tworu, który nastawiony jest na zależność poszczególnych jego części między sobą. Wszelkie zachowania i akcje nabierają sensu, bądź ukazują swój ukryty potencjał dopiero wtedy, gdy reżyser tego chce. Nie obchodzi go brak cierpliwości widza. Scorsese z pełną świadomością przygotowuje się na niezrozumienie tylko po to, aby przedstawić pewną wizję, ale i trudną do przełknięcia prawdę (Nikon Kazantzakis, to wszystko jego autorska zasługa). Zachowawczość zastępowana jest tutaj kameralnością, a sceny mordęg ukazywane w Pasji są tu zaledwie krótkim pokazem slajdów. Zdjęcia są na przemian piękne i inteligentne. Widzimy, to co materialne, ale wypuszczani jesteśmy w przestrzeń wychodzącą poza widoczne na ekranie mięso. Po pewnym czasie sami stajemy się ofiarami tytułowego kuszenia, a cielesno-duchowa wojna dosięga również nas. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że tak mocnej filmowej rozprawki o ludzkim wymiarze wiary, nikt w historii kina nie powtórzył. A czy kiedykolwiek powtórzy? Jeśli tak, to czekam z niecierpliwością. Ocena 9/10

 

 

 

 

 

image sources

  • image1: onepeterfive.com
  • thumb_67883_600x350_0_0_crop: goingapp.pl
  • MV5BOTdmZjZlOTItZmM4Yi00MmY5LWI1ZDYtYWFmYmZkODI3NDM0XkEyXkFqcGdeQXVyMjUyNDk2ODc@._V1_: imdb.com
  • lasttemptation1-590×3081-590×308: reverseshot.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *