Black Mirror: Bandersnatch – czym ty do cholery jesteś?

Grudzień, 2018. Stało się, wszyscy szanujący się krytycy i pasjonaci kina ułożyli swoje rankingi najlepszych filmów ostatnich dwunastu miesięcy. Co drugi z nich wsadził do swojego zestawienia nowego Spider-Mana, który przebił wszelkie oczekiwania i jest to bardzo pozytywna wiadomość. Kiedy już każdy filmoznawca miał wpełznąć do swojej pieczary ciszy i spokoju, by rozpocząć przygotowania do sylwestrowego, szalonego maratonu filmowego pełnego dzieł depresyjnych i podżegających do rytualnego samobójstwa, nie wierząc w to, że cokolwiek może go już w tym roku zaskoczyć, wtedy pojawił się on – zwiastun nowego odcinka Black Mirror. Data premiery przewidziana na 28 grudnia 2018 roku. Pierwsza myśl? „Ale super, w sam raz do mojego autodestrukcyjnego seciku przygotowującego na Nowy Rok.” Druga myśl? „Haha, gra tam rudy z Więźnia Labiryntu. Z tym wyjątkiem że ma blond włosy!” Myśl ostatnia?  „Telltale Games może i zbankrutowało, ale jego pracownicy zostali przyjęci do działania na Netfliksie.” Tym samym świat dostał coś bardzo nietypowego – pełnoprawny film interaktywny.

Cały ten rok, tak delikatnie mówiąc, był dla Netfliksa dosyć przełomowy. Ilość produkcji oryginalnych przytłoczyła niejedną osobę, a część z nich to projekty naprawdę poważne, prowadzone przez prawdziwych profesjonalistów. Czy to wcześniej omawiana Roma, czy to nowy film braci Coen, czy to serial z chudym Jonahem Hillem. Pieniążków temu gigantowi z pewnością nie brakuje. Cieszy więc to, że nie brakuje mu również pomysłów i potrafi zaskoczyć widzów kolejnymi to dziełami. Tym, na którym się dzisiaj skupimy, będzie najnowsza część Black Mirror, o nazwie Bandersnatch. Epizod ten pojawił się praktycznie znikąd. Oczywiście o najnowszym odcinku Czarnego Lustra ptaszki ćwierkały od jakiegoś czasu, ale nawet najstarsi Indianie nie spodziewali się, że tak szybko zostanie on połączony z dosyć niecodzienną dla większości ludzi formą interaktywną. Polega ona oczywiście na bezpośrednim wpływie widza na oglądany (a raczej doświadczany) film, przejawiający się w postaci podejmowania decyzji za głównego bohatera – zarówno tych prostych jak i tych bardziej kluczowych.

Żeby było jasne, nie jest to pierwszy taki zabieg filmowy w historii kina. Pani Wikipedia mówi, że już w 1967 roku, za sprawą czechosłowackiego tworu, pt. Kinoautomat: Człowiek i jego dom, widz mógł ingerować w losy postaci i świata przedstawionego. Wtedy wszystko odbywało się za pomocą specjalnych pilotów, ale sama waga wyborów nie była zbyt ciążąca na sumieniu, gdyż wszystko prowadziło do tego samego punktu i finału. Iluzja czy oszukaństwo? Nie wiem, choć się domyślam. Rynek ten nie został nadmiernie wyeksploatowany i pozostał niszowy, dlatego też bardzo cichymi kroczkami wszedł na Netfliksa. Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy to pojawił się mały epizodzik Kota w butach, pt. Uwięziony w Baśni, gdzie sterowaliśmy całą historią. Przykładowo, mogliśmy zadecydować, czy spotkane przez kociaka misie, będą bardzo niemiłe i agresywne, czy też towarzyskie i zaskakująco grzeczne. Następnie postanowiono, w nieco uproszczonej postaci, przenieść na naszą ulubioną platformę streamingową grę studia Telltale, pt. Minecraft: Tryb Fabularny. Widać więc bardzo wyraźnie, że eksperymenty te przeprowadzano raczej w środowisku mniej wybrednym, jakim są przede wszystkim dzieci. Stąd też uważam, że przeniesienie tegoż formatu na tematy nieco cięższe, jest decyzją nie tylko trafioną (no halo, Black Mirror to samograj), ale i niesłychanie ważną. A jak się to wszystko prezentuje?

Black Mirror: Bandersnatch opowiada historię nastolatka, który rozpoczyna pracę nad swoją egranizacją książki o nazwie zawartej w tytule filmu. Widz aktywnie przygląda się jego życiu codziennemu, wybiera mu rodzaj płatków, jakie ma zjeść, muzykę, jakiej ma słuchać. Są to dosyć małe i niewinne wybory, będące jednocześnie satysfakcjonującą i uroczą sprawą. W miarę postępowania historii, decyzje stają się trudniejsze i ciekawsze. Niestety, część z nich ogranicza się głównie do parunastu minut więcej dodatkowych scen, by potem w dosyć zgrabnym montażowym miszmaszu wrócić do pozycji wyjściowej. Krótko mówiąc, nasze komendy nie mają aż tak dużego znaczenia. Rozwijają one jedynie naszą wiedzę o czasoprzestrzeni filmowej i potrafią przedstawić parę alternatywnych zakończeń (fajnych i mniej fajnych). Ograniczanie widza często nie wychodzi filmom na dobre. Tutaj byłoby podobnie, gdyby nie jedna rzecz, która sprawia, że czujemy się doceniani, ba, możemy uważać się za kogoś w rodzaju ukrytego antagonisty. Jest to zabieg polegający na popularnym już konflikcie wewnętrznym bohatera. Wszyscy uważają go za osobę niepoczytalną, ale on sam czuje się kontrolowany przez nieznaną siłę i tą siłą jesteśmy właśnie my. Ten palec boży, którym dysponujemy, daje nam coś w rodzaju niepokojącej satysfakcji. Połowiczne łamanie czwartej ściany nie jest dla nas niekomfortowe, a po raz pierwszy jesteśmy w stanie skonfrontować się z protagonistą i pokazać mu, kto tu tak naprawdę rządzi. Mniejsza o to, czy jesteśmy tutaj jego wymysłem, czy istniejącym, acz niewytłumaczalnym bytem. Najważniejsza jest nasza częściowo określona rola w tym filmie i magiczna więź na linii widz-główna postać, której nie poczułem w kinie nigdy wcześniej. Jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie i z pewnością działa jako otwarty eksperyment.

Trochę gorzej malują się same „filmowe” cechy tego dzieła. Aktorsko jest naprawdę poprawnie, ale relacje między bohaterami, pomimo wielu onirycznych wstawek i flashbacków, są słabo zarysowane. Sama fabuła angażuje najbardziej na samym początku, dzięki czemu jesteśmy w stanie wejść w cały świat i nim żyć. Z czasem jednak cała struktura trochę się rozmywa, ilość decyzji i latanie z akcji do akcji (często zaburzonej chronologicznie) trochę wybija z rytmu, a sama forma w pewnym momencie zaczyna zjadać swój własny ogon i odbiorca staje się zmęczony. Jednakże traktując ten film jako odcinek z serii Czarnego Lustra muszę powiedzieć, że spełnia on swoje zadanie i działa uporczywie na głowę. Podejmuje on bardzo ciekawy problem, z jakim musimy się czasem zmierzyć, a mianowicie – kontrola naszego życia. Czy mycie rąk, przesuwanie prawą ręką krzesła, tworzenie tego wpisu – to decyzje w stu procentach samodzielne? Jak bardzo nasze działania i reakcje są zautomatyzowane i czy za tym wszystkim stoi coś więcej? Oczywiście trudnych pytań i problematycznej treści można tu wyłapać dużo więcej. Nie zabrakło gadki o alternatywnych światach jak i zwyczajnej analizy problemów psychicznych wynikających z wielu czynników, które nie są nam dziś obce. Jest to również zasługa stylu, jaki przyjął ten film i trzeba przyznać, że współgra to wszystko ze sobą w sposób nieinwazyjnie sympatyczny.

Nie jest to najlepszy odcinek Black Mirror, nie jest to kamień milowy w historii kina, nie jest to też nic nie znacząca ciekawostka. Jest to po prostu pewien przykład, pewien punkt odniesienia, dowód na to, że można poszerzać definicję kina odważniej, szybciej i inaczej. Sam nie wiem, czy jestem na taki typ sztuki gotowy. Wiem natomiast, że zjawisko filmu interaktywnego ma ogromny potencjał do wyczerpania i zasługuje na to, by o nim mówić i bacznie go obserwować. Strach i ekscytacja zaczynają chodzić ze sobą w parze, a ja znajduję się gdzieś między nimi.


Ocena: 7/10

 

image sources

  • Black-Mirror-Bandersnatch-1662744: Daily Express, Netflix

1 thought on “Black Mirror: Bandersnatch – czym ty do cholery jesteś?

  1. Jestem świeżo po obejrzeniu. Ogółem zgadzam się z recenzją, oprócz jednego fragmentu:
    „Z czasem jednak cała struktura trochę się rozmywa, ilość decyzji i latanie z akcji do akcji (często zaburzonej chronologicznie) trochę wybija z rytmu, a sama forma w pewnym momencie zaczyna zjadać swój własny ogon i odbiorca staje się zmęczony.”

    Oglądając miałem w pewnym momencie wrażenie że nie wiem co właściwie się wydarzyło i było prawdą, wspomnieniem, a co było częścią innych odrzuconych, alternatywnych rzeczywistości. Myślę że wywołanie takiego wrażenia było zamierzeniem twórców, Drogi Karolu, zważywszy na fakt że protagonista sam niejednokrotnie bierze momenty z innych, „odrzuconych” rzeczywistości za własne wspomnienia.

    Polecam Ci obejrzeć Bundersnatcha więcej niż raz, podejmując inne decyzje. Kolejność sekwencji, wydaje mi się, także ma ogromne znaczenie. Także powtórzone wybory czasem wyglądają nieco inaczej.

    Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *